Menu

Jane Doe

Subiektywnie o książkach

Rzeźnicy i lekarze - Lindsey Fitzharris

jane_doe_blog

rzeźnicy i lekarze lindsey fitzharrisTłumaczenie: Łukasz Müller

Pewnego razu pacjent, który miał mieć usunięty kamień z pęcherza, uciekł z przerażeniem z sali i zamknął się w toalecie, zanim zabieg się rozpoczął. Liston, depcząc mu po piętach, wyważył drzwi i zaciągnął wrzeszczącego mężczyznę z powrotem do sali operacyjnej. Tam solidnie go związał l i wprowadził mu zagiętą metalową rurkę przez penis do pęcherza - tak rozpoczął się skomplikowany, ze szczegółami opisany zabieg operacyjny, który najszybszy chirurg w owym czasie przeprowadził w 60 sekund. Takie i podobne, o różnym stopniu trudności zabiegi chirurgiczne, przeprowadzano w szpitalach Londynu i całej Europy oraz Ameryki Północnej, bez znieczulenia i elementarnych zasad czystości, bo o antyseptyce nikt wówczas nie słyszał. Umieralność pacjentów owych szpitali, zwanych też domami śmierci, oscylowała w granicach 50-60 procent i nawet najzręczniejszy lekarz i najbardziej wytrzymały pacjent, byli bezbronni wobec wielkiej czwórki: róży, gangreny, sepsy i ropnicy.

Lindsey Fitzharris opisując wiktoriańską medycynę i przy tej okazji epokę, skupia uwagę przede wszystkim na ówczesnym doktorze chirurgii, Josephie Listerze. To dzięki niemu, jego niezmordowanej fascynacji mikroskopami i badaniem obiektów, po latach odkrył winowajcę śmiertelnych infekcji u pacjentów i zaczął wprowadzać, nie bez oporu kolegów lekarzy, antyseptykę. Lekarzom raczej trudno było przyjąć do wiadomości fakt, że z jednej strony ratowali życie, a z drugiej, je odbierali, jednak  wytrwałość i przekonanie Listera do własnych racji z czasem zaczęła przynosić efekty.

Z całą pewnością Lindsey Fitzharris włożyła mnóstwo pracy w to, by "Rzeźnicy i lekarze" wiernie oddali XIX wieczną epokę wiktoriańską Londynu i medyczną wiedzę ówczesnych medyków. Niekiedy opisy są dosłowne i brutalne, a hektolitry wydzielin ludzkich mogą czytelnika zatopić, mimo to warto wiedzieć, komu zawdzięczamy podwaliny pod dzisiejszą antyseptykę. Oczywiście nie jest tak, że przeczytałam tę książkę z zapartym tchem. Niestety Lindsey Fitzharris daleko do Thorwalda. Autorka chwilami nużyła. W tej chwili czuję się dość wyedukowana w początkach historii medycyny, co stwierdzam z ulgą i w najbliższym czasie nie planuję tego typu lektur.

Można.

2018 - podsumowanie >

< Rozmówca - Chris Carter

© Jane Doe
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci