Menu

Jane Doe

Subiektywnie o książkach

Ana - Roberto Santiago

jane_doe_blog

ana roberto santiagoTłumaczenie: Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski

Chciałabym powiedzieć, że za sprawą "Any" objawił się nam hiszpański John Grisham ze swoich pierwszych, prawniczych powieści. Chciałabym, ale nie do końca jestem przekonana. Nic to, że ten thriller prawniczy został skrojony na 1000 stron. Wszak dobra intryga kryminalna, ciekawi bohaterowie i wisienka na torcie - potyczki prawników na sali sądowej z ławą przysięgłych w tle, zwiastuje ucztę czytelniczą. I tak też się na początku powieści dzieje.

Oto tytułowa Ana, madrycka pani prawnik o ustalonej, znakomitej renomie, przed którą otworem stoją drzwi najbardziej uznanych kancelarii prawniczych. Ale Ana od kilku lat nie praktykuje. Pewne mroczne wydarzenie z jej życia spowodowało, że wycofała się z sal sądowych, zrezygnowała z dużych spraw, zadowalając się pracą przy biurku w małej kancelarii prawniczej swojej przyjaciółki. Z upodobaniem oddaje się również nałogom. Tak przedstawia się Ana i jej życie do czasu, kiedy odzywa się do niej dawno nie widziany młodszy brat z prośbą o opiekę adwokacką. Brat jest bowiem oskarżony o zamordowanie szefa dużego madryckiego kasyna gry, któremu winien jest około miliona euro. I tak zaczyna się gra, w której stawką jest nie tylko życie brata, ale i kilku innych osób. Nadrzędnym celem staje się ukaranie więzieniem szefów kasyn gry, ujawnienie bezwzględnych praktyk i uświadomienie wszystkim, kto zechce słuchać, jak bardzo hazard niszczy ludzi.

Dobra intryga kryminalna i odpowiednio dobrani bohaterowie, gwarantują niezły thriller. Nie zabraknie prawniczych przepychanek oraz wzlotów i upadków Any. To powieść o kobietach, które stają przeciwko potężnej, korporacyjnej machinie gier hazardowych, w której palmę pierwszeństwa dzierżą mężczyźni. To brutalna wiwisekcja ludzi uzależnionych od hazardu, którzy w starciu z kasynami gry nie mają szans. To wreszcie thriller, którego zwroty akcji nie pozwolą do końca być pewnym takiego, a nie innego zakończenia.

Ale "Ana" to również dłużyzny i niepotrzebnie powtarzane frazy, przez co napięcie i emocje opadają, wkrada się znużenie. Z całą też pewnością, Roberto Santiago odrobił lekcję z książek Johna Grishama, to chwilami wyraźnie widać. Choć mnie akurat to nie przeszkadza. Ale z całą intrygą i systemem prawnym, mimo że hiszpańskim, to czułam się jak w Ameryce. I Ana, główna bohaterka, która zdominowała, przyćmiła i zawłaszczyła całą powieść, reszta towarzystwa raczej jawi się mdło, jako statyści.

Można.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • opty2

    Chyba sobie podaruję, te 1000 stron skutecznie mnie zniechęciło, zaczynam cenić pisarzy, którzy potrafią się streszczać i unikają dłużyzn.

  • jane_doe_blog

    @Opty - powiem, że mimo ciekawości co dalej i jak to się skończy, to trochę mi zeszło nim przeczytałam.
    I zauważ, że "Magnes" Christensena to niemal 1050 stron :)

© Jane Doe
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci